Głos Kaczora Donalda i Króla Juliana

Są tacy ludzie, a właściwie ich głosy, bez których po prostu nie sposób wyobrazić sobie znane polskie seriale czy filmy. Nie mówię w tym momencie o lektorach, choć to równie ważne postaci dla kinematografii w Polsce co nasi rodzimi aktorzy, bo któż nie zna głosu chociażby Tomasza Knapika? Od czasu jednak, gdy w Polsce upowszechnił się dubbing, chociażby w znanych animacjach ze studia Pixar czy Walta Disney’a, jednym z najbardziej lubianych głosów stał się ten należący do Jarosława Boberka. Bez niego nie powstała by kultowa postać Króla Juliana, Czerwonego z „Krowy i Kurczaka” czy Asystenta z hitu ostatnich dni, czyli Jeża Jerzego. Nie wspomnę już o tym, że Boberek jako jedyny ma prawo podkładać głos dla postaci Kaczora Donalda w jej polskiej wersji językowej. Jest to jeden z tych aktorów, o którym mówi się, że bez niego bajki czy filmy po prostu nie były by już takie same, i który nie ma sobie równych w tej dziedzinie. A, co ważne, jako typowy aktor również jest świetny, bo kto z nas nie lubi postaci sympatycznego, lekko ciapowatego posterunkowego z Rodziny Zastępczej.

Nowy singiel i klip Moniki Brodki

Cztery dni zdjęciowe i łącznie 60 godzin na planie, a przy okazji kilka celowo zniszczonych dzieł sztuki, to w skrócie bilans kręcenia klipu do nowej piosenki Moniki Brodki „Krzyżówki dnia”. Jest to za razem kolejny singiel do najnowszej płyty artystki pod tytułem „Granda”. Pomysłodawcą i autorem teledysku jest Krzysztof Skonieczny, a efekt jego współpracy z Brodką pierwszy raz ujrzeć mogli bywalcy stołecznego klubu Stodoła mniej więcej tydzień temu, przed jej koncertem w tym miejscu w ramach Francophonic Festival. W nakręceniu klipu wykorzystano klasyczną technikę animacji poklatkowej. Klip był inspirowany między innymi twórczością Michela Gondry’ego. Jeśli chodzi o cały album Brodki, to „Granda” ukazała się na rynku muzycznym we wrześniu zeszłego roku i od razu otrzymała wysokie oceny zarówno krytyków jak i przeciętnych miłośników muzyki. Album ten został na przykład aż dziewięciokrotnie nominowany do tegorocznych Fryderyków. Niektórzy porównują wręcz jej najnowszą twórczość z piosenkami Kasi Nosowskiej, a jej album został określony jako „ważny”.

Mistrz rozczarował!

I już jestem po obejrzeniu najnowszej komedii mojego osobistego mistrza – czyli Woody-ego Allen-a. Najnowsze dzieło tego arcy płodnego komika, reżysera, krytyka, muzyka oraz pisarza nosi tytuł Poznasz wysokiego, przystojnego bruneta (You will meet a tall dark stranger) i reklamowane jest jako najseksowniejsza komedia w całym dorobku Allena. Po obejrzeniu muszę stwierdzić jako fan, że jestem niesamowicie rozczarowany. Oczywiście mamy charakterystyczną allenowską fabułę, w której splatają się ze sobą losy kilku osób, dochodzi do romansów i dramatów co dla części bohaterów źle się kończy i są zmuszeni odwiedzać ośrodek leczenia uzależnień. Jest także troszkę sytuacyjnego humoru oraz tekstów, które mogłyby przejść do słownika ripost ciętych. Nie mniej jednak film nie powala. Ba! Nawet nie sprawia wrażenia dobrego. Jest niestety po prostu przeciętny. Bohaterowie, choć mają ciekawy rys charakterologiczny to są jacyś bezbarwni, a cała fabuła zdaje się stać tak naprawdę w miejscu. Przyznaję z bólem serca, ale mój mistrz mnie rozczarował. Oby już więcej nie było takich filmów w jego dorobku artystycznym.

Ciekawy historycznie film z kultury pop

„Czarny Czwartek”, to niezwykła historia dla nas – Polaków. Film ten opowiada o wydarzeniach z grudnia ’70 jakie miały miejsce w Gdyni. Co prawda w miejsce jednego, wyrazistego bohatera, twórcy filmu dali widzowi bohatera zbiorowego, którym jest tłum walczący z opresyjną władzą, ale to nie wpływa ani trochę na odbiór filmu. Całą atmosferę tych wydarzeń, ten klimat można aż poczuć. Dla mnie, choć osobiście tych wydarzeń nie pamiętam, film był świetną metodą na głębsze poznanie tej historii. Właśnie w taki sposób powinniśmy młodzieży uczyć historii. Nie regułkami, nie twardo wrzucać do głowy kolejne daty, lecz na ile to możliwe sprawić, aby zobaczyli te wydarzenia właśnie dzięki takim filmom. Rzecz jest fenomenalna i co do tego nie ma dwóch zdań. Wystarczy wymienić dwa nazwiska aktorów, którzy w filmie się pojawiają i już wiemy wszystko: Pszoniak i Fronczewski. Dla mnie osobiście film ten ma jeszcze jeden atut – czysto sentymentalny. Piosenkę bowiem o Janku Wiśniewskim pamiętam jeszcze z młodości. Ba! Przez osoby starsze ode mnie o jakieś 8 lat uznawana była wręcz za jedną z tych kultowych, za jedną z tych, która oddawała punkowy bunt przeciwko rzeczywistości czyli anarchię, która była, jest i zawsze będzie tego symbolem.

Każdy chce być królem

Zostańmy jeszcze przez moment w temacie tegorocznych Oskarów. Filmem, który najbardziej przypadł mi do gustu spośród wszystkich nominowanych, ale także spośród nagrodzonych był Jak zostać Królem (King’s speeach). Otóż losy nieśmiałego, jąkającego się króla z filmu „Jak zostać królem” przypadły do gustu tak samo mi, jak i światowej publiczności a także tak jak Amerykańskiej Akademii Filmowej, która uhonorowała ten obraz, kilkoma Oskarami (w tym za najlepszy film i reżyserię, a Colin Firth za główną rolę otrzymał statuetkę dla najlepszego aktora). Dlaczego film przyjął się tak dobrze? Po pierwsze fenomenalny scenariusz, świetna fabuła, zdjęcia oraz kunszt aktorski Colina Firth’a. Po drugie w osobie trochę nieśmiałego i zakompleksionego króla, który musi kląć lub śpiewać, żeby się nie jąkać każdy, dostrzeże nie monarchę, lecz zwykłego, dającego się lubić człowieka, który staje przed trudnym życiowym wyzwaniem- musi wygłosić orędzie do narodu o wypowiedzeniu wojny Niemcom. Film naprawdę ciekawy i wciągający. Nie ma w nim nagłych zwrotów akcji i strzelanin, ale jest świetnie napisana, opowiedziana i pokazana historia, a to dla mnie jest najważniejsze w kinie.

Fenomenalny dramat psychologiczny

Na wstępie tego tekstu od razu się przyznam, iż od jakichś dobrych kilku lat z uporem godnym lepszej sprawy nie oglądam filmów z gatunku dramat psychologiczny w których akcja wije się jak siemię lniane. Przyczyna takiej mojej postawy, jest niezwykle prosta. Otóż od dawna nie widziałem naprawdę dobrze pomyślanego, napisanego oraz nakręconego, zrealizowanego dramatu psychologicznego z cyklu „szukam miłości”. Dlatego też z niezwykłą rezerwą i ogromną dozą wątpliwości i dystansu podchodziłem do filmu Czarny Łabędź (Black Swan), za rolę w którym Natalie Portman odebrała w tym roku statuetkę Oskara w kategorii najlepszej aktorki. Mój dystans do tego obrazu był dwakroć większy, gdy dowiedziałem się, że będzie to dramat rozgrywający się w świecie baletu. Sam balet bowiem dla mnie już jest dramatem, ale nie o tym. O tym, że usiadłem, obejrzałem i nie mogłem wyjść z szoku i podziwu. Taka fenomenalnego kina spod znaku dramatu psychologicznego nie widziałem od dawna. Dla niewprawnego widza film będzie i ciężki do oglądania i do zrozumienia, ale moim zdaniem to świetnie, bo taki powinien być dramat psychologiczny. Nie do końca rzeczywisty, nie do końca jasny i wprost. Jest to to arcyważne, bowiem film taki dzięki temu może oddać właśnie zawiłości ludzkiej psychiki, których często my sami nie rozumiemy. Fenomen! Gorąco polecam.

J. M. Jarre – perfekcjonista w każdym calu

Ostatnio miałem okazję w krótkim, bo zaledwie kilkudniowym, odstępie czasu być na dwóch na pozór bardzo różnych eventach muzycznych. Najpierw, w katowickim Spodku, na kultowej już dla wielu osób imprezie klubowej Mayday, następnie we wrocławskiej Hali Stulecia na koncercie wirtuoza elektroniki, Jean Michel Jarre’a. Dzięki temu miałem okazję nieco porównać oba wydarzenia, głównie z punktu widzenia ich organizacji oraz oprawy muzyczno-wizualnej. Jeśli chodzi o organizację, oba eventy wyglądały dość podobnie, może z tą tylko różnicą, że muzyki Jarre’a słucha sie raczej na siedząco, sam koncert jest o wiele krótszy, a i stan w jakim jest większość słuchaczy nieco inny niż na evencie klubowym, więc ochrona ma nieco mniej pracy. ;) Nie są właściwie potrzebne stanowiska z jedzeniem i piciem, które we Wrocławiu znalazłem w liczbie zaledwie jednego, a w momencie rozpoczęcia wydarzenia do hali już właściwie przestają napływać nowi ludzie. Pod względem efektów wizualnych było dość podobnie, czyli w obu przypadkach oszczędnie w formie, ale o ile na koncercie francuza taka forma doskonale się sprawdziła, o tyle na Mayday można było oczekiwać większego przepychu. No i na koniec – nagłośnienie: widać, że Jarre to perfekcjonista w każdym calu, dźwięk w Hali Stulecia był IDEALNY, czego niestety o nagłośnieniu Spodka nie sposób powiedzieć. Na Mayday było za cicho, poza tym w zaledwie paru miejscach nie było słychać odbić i rezonansów.

Zanikająca kultura czytania

Kultura czytania książek ogólnie na świecie jakoś powoli i z czasem coraz bardziej zanika. Dawniej, kiedy nie było internetu, audiobooków do ściągnięcia oraz ebooków, żeby zaliczyć kartkówkę czy klasówkę z języka polskiego, trzeba było wybrać się do biblioteki i daną lekturę po prostu przeczytać. Dziś, aż ¾ młodzieży deklaruje, że nie przeczytało jakiejś części książek obowiązkowych, ponieważ po pierwsze są to dzieła za grube, po drugie czytanie jest nudne, a po trzecie brakuje na to czasu. Podobnie jest z czytaniem dla dzieci, które współcześnie zdarza się raczej sporadycznie mimo głośnej parę lat temu akcji Czytaj dziecku 20 minut dziennie- codziennie. Rodzice sami nie mają czasu często dla samych siebie więc zamiast czytać dziecku bajkę, wolą po prostu włączyć film animowany na DVD, ponieważ nie wymaga to ich zaangażowania. Jak jednak podkreśla psycholog wrocław zapominamy o tym, że czytanie dziecku, dźwięk naszego głosu, nasza obecność obok, bardzo maluchy uspokaja i pomaga im zasnąć. Sami na pewno z naszej młodości pamiętamy te cudowne chwile, kiedy rodzice czy dziadkowie czytali nam zaczarowane wręcz Baśnie Andersena, czy braci Grimm. Nie odbierajmy naszym dzieciom możliwości posiadania takich wspomnień. Jedną z inicjatyw, podejmowanych w celu zachęcenia dzieci do czytania jest akcja „Lubie czytać – to jasne!”. Pewien producent oświetlenia rozdając bezpłatnie lampki biurkowe i książki, propaguje w ten sposób czytelnictwo.

Z klasycznej w komputerową animację

Przypomnijmy sobie na moment tak zwane klasyczne animacje. Jeśli ktoś nie wie do końca o co chodzi, śpieszę wyjaśnić, iż pod pojęciem „klasyczna animacja” rozumiemy bajki, po których widać, że nie zostały stworzone przy pomocy komputerów i technik grafiki komputerowej. Dla ułatwienia dajmy kilka przykładów najbardziej znanych klasycznych animacji ze studia Walta Disneya. Są to np. Zakochany kundel, Król Lew, 101 dalmatyńczyków czy Arystokaci. Podejrzewam, że każdy bez żadnych, najmniejszych wątpliwości przyzna, iż były to bajki piękne, cudowne, a co najważniejsze sensowne. Obecnie klasycznych animacji już raczej się nie produkuje, choć ostatnio zaprzeczyła temu bajka z 2009 pod tytułem Księżniczka i żaba. Bajka ta właśnie mimo, że wydana w czasach współczesnych, to była prawdziwą klasyczną animacją. Nie mniej, to przypadek jednostkowy. Teraz do stworzenia bajki używa się techniki komputerowej. Na początku każdy, kto choć trochę „siedzi” w temacie bajek miał wątpliwości, które jednak szybko rozwiała pierwsza część kultowej już dziś bajki Shrek. Piękna, cudowna, kolorowa! Niby bajka, a jakby film, bo tak to jest- film…animowany. W ślad zielonego ogra poszła cała reszta produkcji. Miedzy innymi Skok przez plot, Ratatuj, Auta, Mustang z dzikiej doliny czy Dinozaur. Oby tak dalej, bo są to piękne bajki, które w sposób znakomity i odpowiedni do czasów współczesnych zastąpiły klasyczne animacje.

Bajki dla dorosłych i dla dzieci

Dziecko to nie tylko ubrania ciążowe, wózki spacerowe dla dzieci, to także długoletnia odpowiedzialność za jego wychowanie. Dawniej bajki dla dzieci odznaczały się prostotą przekazu oraz brakiem przemocy. Przypomnijmy sobie takie klasyki polskiego filmu animowanego jak choćby Reksio, Bolek i Lolek, czy Zaczarowany ołówek. Świat w tych bajeczkach był prosty, przyjemy i łatwy w odbiorze. Niestety z czasem przyszła moda na bajki japońskie- tak zwane – mangi. Mają one całe rzesze zwolenników, głównie ze względu na ich rozpoznawalny i oryginalny charakter rysunku, a także pewne motywy powtarzające się w fabule. Nie mniej jednak mi (jako autorowi tego tekstu) wydaje się, że nie są to bajki odpowiednie dla dzieci, ponieważ przemoc jest w nich na porządku dziennym, a nieraz trup ściele się gęsto. Na całe szczęście dla rodziców oraz rozwoju dziecka, takie wytwornie jak Disney Pixar, Walt Disney czy Dreamworks nadal tworzą bajki miłe i przyjemne. Są to dodatkowo obrazy, które z powodzeniem i zaciekawieniem mogą oglądać zarówno dzieci, jak i osoby dorosłe. Wpływa to znakomicie na zacieśnianie więzów rodzinnych, bo co jest piękniejszego i milszego niż oglądanie bajek całą rodziną?