J. M. Jarre – perfekcjonista w każdym calu
Ostatnio miałem okazję w krótkim, bo zaledwie kilkudniowym, odstępie czasu być na dwóch na pozór bardzo różnych eventach muzycznych. Najpierw, w katowickim Spodku, na kultowej już dla wielu osób imprezie klubowej Mayday, następnie we wrocławskiej Hali Stulecia na koncercie wirtuoza elektroniki, Jean Michel Jarre’a. Dzięki temu miałem okazję nieco porównać oba wydarzenia, głównie z punktu widzenia ich organizacji oraz oprawy muzyczno-wizualnej. Jeśli chodzi o organizację, oba eventy wyglądały dość podobnie, może z tą tylko różnicą, że muzyki Jarre’a słucha sie raczej na siedząco, sam koncert jest o wiele krótszy, a i stan w jakim jest większość słuchaczy nieco inny niż na evencie klubowym, więc ochrona ma nieco mniej pracy.
Nie są właściwie potrzebne stanowiska z jedzeniem i piciem, które we Wrocławiu znalazłem w liczbie zaledwie jednego, a w momencie rozpoczęcia wydarzenia do hali już właściwie przestają napływać nowi ludzie. Pod względem efektów wizualnych było dość podobnie, czyli w obu przypadkach oszczędnie w formie, ale o ile na koncercie francuza taka forma doskonale się sprawdziła, o tyle na Mayday można było oczekiwać większego przepychu. No i na koniec – nagłośnienie: widać, że Jarre to perfekcjonista w każdym calu, dźwięk w Hali Stulecia był IDEALNY, czego niestety o nagłośnieniu Spodka nie sposób powiedzieć. Na Mayday było za cicho, poza tym w zaledwie paru miejscach nie było słychać odbić i rezonansów.