kino
Mistrz rozczarował!
I już jestem po obejrzeniu najnowszej komedii mojego osobistego mistrza – czyli Woody-ego Allen-a. Najnowsze dzieło tego arcy płodnego komika, reżysera, krytyka, muzyka oraz pisarza nosi tytuł Poznasz wysokiego, przystojnego bruneta (You will meet a tall dark stranger) i reklamowane jest jako najseksowniejsza komedia w całym dorobku Allena. Po obejrzeniu muszę stwierdzić jako fan, że jestem niesamowicie rozczarowany. Oczywiście mamy charakterystyczną allenowską fabułę, w której splatają się ze sobą losy kilku osób, dochodzi do romansów i dramatów co dla części bohaterów źle się kończy i są zmuszeni odwiedzać ośrodek leczenia uzależnień. Jest także troszkę sytuacyjnego humoru oraz tekstów, które mogłyby przejść do słownika ripost ciętych. Nie mniej jednak film nie powala. Ba! Nawet nie sprawia wrażenia dobrego. Jest niestety po prostu przeciętny. Bohaterowie, choć mają ciekawy rys charakterologiczny to są jacyś bezbarwni, a cała fabuła zdaje się stać tak naprawdę w miejscu. Przyznaję z bólem serca, ale mój mistrz mnie rozczarował. Oby już więcej nie było takich filmów w jego dorobku artystycznym.
Ciekawy historycznie film z kultury pop
“Czarny Czwartek”, to niezwykła historia dla nas – Polaków. Film ten opowiada o wydarzeniach z grudnia ’70 jakie miały miejsce w Gdyni. Co prawda w miejsce jednego, wyrazistego bohatera, twórcy filmu dali widzowi bohatera zbiorowego, którym jest tłum walczący z opresyjną władzą, ale to nie wpływa ani trochę na odbiór filmu. Całą atmosferę tych wydarzeń, ten klimat można aż poczuć. Dla mnie, choć osobiście tych wydarzeń nie pamiętam, film był świetną metodą na głębsze poznanie tej historii. Właśnie w taki sposób powinniśmy młodzieży uczyć historii. Nie regułkami, nie twardo wrzucać do głowy kolejne daty, lecz na ile to możliwe sprawić, aby zobaczyli te wydarzenia właśnie dzięki takim filmom. Rzecz jest fenomenalna i co do tego nie ma dwóch zdań. Wystarczy wymienić dwa nazwiska aktorów, którzy w filmie się pojawiają i już wiemy wszystko: Pszoniak i Fronczewski. Dla mnie osobiście film ten ma jeszcze jeden atut – czysto sentymentalny. Piosenkę bowiem o Janku Wiśniewskim pamiętam jeszcze z młodości. Ba! Przez osoby starsze ode mnie o jakieś 8 lat uznawana była wręcz za jedną z tych kultowych, za jedną z tych, która oddawała punkowy bunt przeciwko rzeczywistości czyli anarchię, która była, jest i zawsze będzie tego symbolem.
Każdy chce być królem
Zostańmy jeszcze przez moment w temacie tegorocznych Oskarów. Filmem, który najbardziej przypadł mi do gustu spośród wszystkich nominowanych, ale także spośród nagrodzonych był Jak zostać Królem (King’s speeach). Otóż losy nieśmiałego, jąkającego się króla z filmu „Jak zostać królem” przypadły do gustu tak samo mi, jak i światowej publiczności a także tak jak Amerykańskiej Akademii Filmowej, która uhonorowała ten obraz, kilkoma Oskarami (w tym za najlepszy film i reżyserię, a Colin Firth za główną rolę otrzymał statuetkę dla najlepszego aktora). Dlaczego film przyjął się tak dobrze? Po pierwsze fenomenalny scenariusz, świetna fabuła, zdjęcia oraz kunszt aktorski Colina Firth’a. Po drugie w osobie trochę nieśmiałego i zakompleksionego króla, który musi kląć lub śpiewać, żeby się nie jąkać każdy, dostrzeże nie monarchę, lecz zwykłego, dającego się lubić człowieka, który staje przed trudnym życiowym wyzwaniem- musi wygłosić orędzie do narodu o wypowiedzeniu wojny Niemcom. Film naprawdę ciekawy i wciągający. Nie ma w nim nagłych zwrotów akcji i strzelanin, ale jest świetnie napisana, opowiedziana i pokazana historia, a to dla mnie jest najważniejsze w kinie.
Fenomenalny dramat psychologiczny
Na wstępie tego tekstu od razu się przyznam, iż od jakichś dobrych kilku lat z uporem godnym lepszej sprawy nie oglądam filmów z gatunku dramat psychologiczny w których akcja wije się jak siemię lniane. Przyczyna takiej mojej postawy, jest niezwykle prosta. Otóż od dawna nie widziałem naprawdę dobrze pomyślanego, napisanego oraz nakręconego, zrealizowanego dramatu psychologicznego z cyklu “szukam miłości“. Dlatego też z niezwykłą rezerwą i ogromną dozą wątpliwości i dystansu podchodziłem do filmu Czarny Łabędź (Black Swan), za rolę w którym Natalie Portman odebrała w tym roku statuetkę Oskara w kategorii najlepszej aktorki. Mój dystans do tego obrazu był dwakroć większy, gdy dowiedziałem się, że będzie to dramat rozgrywający się w świecie baletu. Sam balet bowiem dla mnie już jest dramatem, ale nie o tym. O tym, że usiadłem, obejrzałem i nie mogłem wyjść z szoku i podziwu. Taka fenomenalnego kina spod znaku dramatu psychologicznego nie widziałem od dawna. Dla niewprawnego widza film będzie i ciężki do oglądania i do zrozumienia, ale moim zdaniem to świetnie, bo taki powinien być dramat psychologiczny. Nie do końca rzeczywisty, nie do końca jasny i wprost. Jest to to arcyważne, bowiem film taki dzięki temu może oddać właśnie zawiłości ludzkiej psychiki, których często my sami nie rozumiemy. Fenomen! Gorąco polecam.
Z klasycznej w komputerową animację
Przypomnijmy sobie na moment tak zwane klasyczne animacje. Jeśli ktoś nie wie do końca o co chodzi, śpieszę wyjaśnić, iż pod pojęciem „klasyczna animacja” rozumiemy bajki, po których widać, że nie zostały stworzone przy pomocy komputerów i technik grafiki komputerowej. Dla ułatwienia dajmy kilka przykładów najbardziej znanych klasycznych animacji ze studia Walta Disneya. Są to np. Zakochany kundel, Król Lew, 101 dalmatyńczyków czy Arystokaci. Podejrzewam, że każdy bez żadnych, najmniejszych wątpliwości przyzna, iż były to bajki piękne, cudowne, a co najważniejsze sensowne. Obecnie klasycznych animacji już raczej się nie produkuje, choć ostatnio zaprzeczyła temu bajka z 2009 pod tytułem Księżniczka i żaba. Bajka ta właśnie mimo, że wydana w czasach współczesnych, to była prawdziwą klasyczną animacją. Nie mniej, to przypadek jednostkowy. Teraz do stworzenia bajki używa się techniki komputerowej. Na początku każdy, kto choć trochę „siedzi” w temacie bajek miał wątpliwości, które jednak szybko rozwiała pierwsza część kultowej już dziś bajki Shrek. Piękna, cudowna, kolorowa! Niby bajka, a jakby film, bo tak to jest- film…animowany. W ślad zielonego ogra poszła cała reszta produkcji. Miedzy innymi Skok przez plot, Ratatuj, Auta, Mustang z dzikiej doliny czy Dinozaur. Oby tak dalej, bo są to piękne bajki, które w sposób znakomity i odpowiedni do czasów współczesnych zastąpiły klasyczne animacje.
Czeskie kino
W temacie kina i filmów pozostajemy nadal, bo w tym roku pojawił się niezwykle ciekawy trend wśród polskich fanów kinematografii. Otóż z uporem godnym lepszej sprawy Polacy z przyjemnością i zaciekawieniem oglądają zarówno stare jak i nowe produkcje kina czeskiego. Furorę wśród polskich widzów zrobił obraz Wychowanie panien w Czechach, a ostatecznie zachłyśnięcie się kinem naszych sąsiadów przypieczętował film Dwa młode wina. Zastanówmy się więc przez moment co sprawia, iż produkcje narodu słynącego z Krecika i Sąsiadów (pamiętacie odcinek o problemach, z którymi poradził by sobie tylko hydraulik Poznań lub innym razem, mając różne części komatsu potrafili stworzyć przedziwne konstrukcje?) zyskały serca polskich widzów? O gustach trudno dyskutować, wobec czego odpowiedź nie musi być jedynie słuszna i trafna. Jeśli jednak coś „porywa” masy, to musi być w tym coś ważnego dla ogółu. W kinie czeskim tym „czymś” wydaje się być pewna synteza. Fuzja poniekąd kina polskiego z angielskim. Z kinem polskim filmy czeskie mają wspólne patrzenie na świat oraz poczucie humoru. Od Brytyjczyków czy Anglików Czesi zapożyczyli niejako styl kamerowania i sposób ukazania danej historii. Chodzi tu o to, że produkcja, choć wcale nie nisko budżetowa, to daje wrażenie jakbyśmy patrzyli na pewnego rodzaju kino alternatywne.
Nowy Allen
Niekwestionowany mistrz kina skrzącego się ironią, groteską, przesadą i cynizmem w odbiorze świata- czyli Woody Allen nakręcił już swój najnowszy film. W języka angielskim nosi on tytuł You will meet a tall dark stanger. Nikt nie śmie na razie chociażby spróbować przetłumaczyć tego na język polski, ponieważ wszyscy mamy w pamięci legendarne już polskie tłumaczenia rożnych tytułów filmów (Dirty Dancing- Wirujący Seks). Wróćmy jednak do Allena. Na opisywany tutaj najnowszy obraz reżysera, fani czekają z zapartym tchem. Po świetnym Vicky Cristina Barcelona oraz przewspaniałym Whatever works (polski tytuł Co nas kreci, co nas podnieca) oczekiwania są niesłychanie ogromne. W Stanach Zjednoczonych film miał już swoją premierę i zebrał średnie recenzje wśród publiczności. Pamiętać jednak należy, że widz amerykański to ten typ odbiorcy filmowego, który nie lubi się zastanawiać. Zdecydowanie jest jeść popcorn i śmiać się w głos, a kino Allena od widzów zawsze wymaga mniejszego lub większego, ale jednak jakiegoś wysiłku intelektualnego. Pozostaje czekać na film i obserwować jak będzie on odebrany w Polsce?
Maraton filmowy
Maraton filmowy to propozycja dla entuzjastów kina, którzy dodatkowo są nocnymi markami i wytrzymują długi czas przed dużym, kinowym ekranem. Zwykle pokaz filmów rozpoczyna się późnym wieczorem i kończy nad ranem. W tym czasie prezentowane są zazwyczaj trzy filmy, a repertuar dobrany jest tematycznie, według konkretnego gatunku lub pod kątem reżysera lub autora. Pomiędzy filmami są krótkie przerwy wypełnione zwykle muzyką filmową.
Maratony filmowe mają wiele zalet. Jedną z nich jest niepowtarzalny klimat – noc, ciemna sala kinowa, ogromny ekran i dobrana muzyka.
Maratony filmowe zwykle organizowane są w kinach wielosalowych. Obiekty te mogą pomieścić dużą liczbę widzów. Ponadto posiadają więcej barów z przekąskami, toalet i kas biletowych, co bezpośrednio przekłada się na krótsze kolejki i komfort widzów. Ponadto maratony filmowe są organizowane tak, aby zarówno przyjazd jak i wyjazd z kina nie sprawiał kłopotów. Jeśli jednak ktoś poczuje się zmęczony, może w każdej chwili wyjść. Warto jednak pozostać, aby nacieszyć się dobrymi filmami i wyjątkowym klimatem.